Kim jest prof. Jacek Dubiel, doktor honorowy UJK?

Data publikacji: Czas czytania: 12 minuty czytania

W świecie medycyny niektóre nazwiska stają się synonimami całych dyscyplin. Autorytet i wpływ prof. dr. hab. Jacka Dubiela, wybitnego kardiologa związanego z krakowskim ośrodkiem akademickim, sięgają daleko poza mury jednej uczelni. 30 kwietnia br. odbierze tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Jana Kochanowskiego.

Historia jego kariery to nie tylko suche fakty z życiorysu, ale przede wszystkim opowieść o budowaniu fundamentów nowoczesnej opieki kardiologicznej w Polsce. To również historia spotkań z niezwykłymi ludźmi.

Prof. Dubiel od lat jest związany z Uniwersytetem Jagiellońskim – jako absolwent nie mógł otrzymać tytułu doktora honoris causa (uczelnia nie nadaje go własnym wychowankom), ale przyznano mu prestiżowy tytuł Profesora Honorowego UJ.

Wręczenie tytułu profesora honorowego UJ. Fot. Anna Wojnar

Jego zawodowe drogi wcześnie przecięły się z Kielcami. Kluczowy moment nastąpił w 1976 roku, kiedy ówczesny szef profesora, prof. Tadeusz Horzela, rzucił wyzwanie stworzenia oddziału kardiologii w ramach oddziału wewnętrznego w Szpitalu Wojewódzkim w Kielcach. Misja ta powiodła się dzięki zaangażowaniu dr. Stefana Mareczka, który podjął się organizacji 30-łóżkowego oddziału od podstaw. – Po pięciu latach dr Stefan Mareczek wrócił do Krakowa, ale jego działalność organizacyjna i szkoleniowa zdecydowała o tym, że kielecka kardiologia jest obecnie na poziomie europejskim – mówi prof. Dubiel. W tym czasie w Kielcach byli lekarze pasjonaci, dzięki którym udało się odnieść sukces. Prof. Jacek Dubiel wymienia profesorki Mariannę Janion i Beatę Wożakowską-Kapłon, doktora Stanisław Budę oraz doktora Huberta Konstantynowicza. – Dzięki tej grupie możliwe było kształcenie medyczne i utworzenie ośrodka akademickiego. Studenci czwartego i piątego roku krakowskiej medycyny byli kierowani do Kielc na roczny staż. Początki były trudne, ale po dwóch latach studenci sami zgłaszali chęć wyjazdu do Kielc – mówi prof. Dubiel.

Nauka przy łóżku pacjenta

Profesor odegrał kluczową rolę w procesie, który dziś nazwalibyśmy transferem wiedzy – był jednym z inicjatorów stworzenia w Kielcach oddziału nauczania klinicznego dla krakowskich studentów. Inspirując się modelem amerykańskim (tzw. teaching hospitals, np. przy Uniwersytecie Harvarda), profesor dążył do tego, by studenci wychodzili poza teorię. W Kielcach młodzi adepci medycyny stawali się asystentami z realnymi uprawnieniami, ucząc się zawodu „przy łóżku pacjenta” i podczas dyżurów. To praktyczne podejście było fundamentem sukcesu kieleckiej kardiologii. W grupie studentów byli między innymi późniejsi znani krakowscy kardiolodzy: prof. dr hab. Krzysztof Żmudka i prof. dr hab. Tomasz Brzostek. – Zapytałem ich, jak wspominają pobyt w Kielcach. Odpowiedzieli, że „fajnie było”, w Kielcach była swoboda i możliwość podejmowania decyzji – opowiada prof. Dubiel. Podobne rozwiązanie zastosowano w szpitalu wojewódzkim w Rzeszowie. Dzięki temu w 2015 roku w Kielcach i Rzeszowie ruszyły kierunki lekarskie. Krakowska Akademia Medyczna jest patronem obu ośrodków. – Mogę powiedzieć, bez żadnej koterii, że obie uczelnie: kielecka i rzeszowska mają bardzo dobry poziom nauczania – chwali profesor.

Jednym z kamieni milowych kieleckiej medycyny było także powstanie nowoczesnego obiektu kardiologii – Świętokrzyskiego Centrum Chorób Serca. Profesor podkreśla rolę Witolda Zaraski, dyrektora Exbudu, który mimo własnych problemów zdrowotnych zaangażował się w budowę tego obiektu, wspomagając kapitałem prywatnym środki publiczne.

Serce to delikatna materia

W świecie współczesnej medycyny, zdominowanym przez procedury i technologię, prof. Jacek Dubiel łączy precyzję naukowca z pasją społecznika. Jego życie zawodowe jest nie tylko częścią historii rozwoju kardiologii interwencyjnej w Polsce, ale przede wszystkim uczy, że medycyna powinna być wolna od politycznych nacisków, a lojalność wobec pacjenta jest wartością nadrzędną. Dewizą profesora są słowa byłego ministra zdrowia Jacka Żochowskiego, również kardiologa: „Zdrowie to zbyt delikatna materia, by oddawać ją w ręce polityków”. – Byłem u niego w gabinecie i do dziś powtarzam tę jego opinię – zapewnia.

Za swój największy sukces zawodowym prof. Dubiel uważa stworzenie sieci pracowni hemodynamicznych, dzięki którym znacząco poprawiło się leczenie zawałów w Polsce. Profesor promuje model „krótkich szkoleń zagranicznych” – uczestnicy poznają techniki i natychmiast wdrażają je w kraju. Dziś Polska dysponuje systemem, w którym pacjent z zawałem trafia na stół operacyjny w ciągu kilkunastu minut. Profesor z uśmiechem przytacza rozmowę wybitnych kardiologów z Rotterdamu i Nowego Jorku, którzy zgodnie stwierdzili, że w razie zawału chcieliby być leczeni w Krakowie, bo tam pomoc przyjdzie szybciej niż na zakorkowanym Manhattanie.

Jacek Dubiel, przez trzy kadencje członek Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, a dziś jego Członek Honorowy, patrzy na swoje dziedzictwo z satysfakcją.  Ośrodek świętokrzyski wraz z kardiologią interwencyjną i kardiochirurgią, współtworzony przez Dubiela, reprezentuje dziś najwyższy, europejski poziom. Dla profesora największą nagrodą nie są jednak nagrody i tytuły, ale świadomość, że jego wychowankowie są dziś liderami skali światowej, a pacjenci mogą czuć się bezpiecznie w polskich szpitalach.

Fot. Spotkanie kardiologów – konsultantów wojewódzkich z całej Polski. Wśród nich prof. Marianna Janion z województwa świętokrzyskiego/ Archiwum Prywatne

Honorowy obywatel świata nauki

Ukoronowaniem wieloletniej relacji profesora ze środowiskiem kieleckim jest nadanie Jackowi Dubielowi tytułu doktora honoris causa Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach. Uroczystość odbędzie się 30 kwietnia. Propozycja nadania doktoratu honorowego wyszła od jego byłego asystenta, prof. Zbigniewa Siudaka. – Przyjąłem to wyróżnienie z pokorą i radością. To wyjątkowy i najwyższy tytuł w świecie akademickim – mówi profesor.

Przyjmując to wyróżnienie, prof. Jacek Dubiel dołączy do wąskiego grona wyróżnionych, w tym postaci ważnych dla Uniwersytetu Jagiellońskiego jak prof. Franciszek Ziejka, prof. Jacek Popiel i prof. Andrzej Białas . Dla profesora to nie tylko laur, ale potwierdzenie sensu wizji kształcenia lekarzy praktyków, którą promował przez dekady.

W kręgu mistrzów sceny

Świat medycyny i sztuki w życiu prof. Jacka Dubiela nigdy nie stanowiły odrębnych bytów. Przeciwnie – przenikały się w krakowskich kawiarniach, za kulisami teatrów i w salach operacyjnych. Profesor, choć zawodowo oddany kardiologii, duchem zawsze należał do krakowskiej bohemy. Wszystko zaczęło się w II Liceum Ogólnokształcącym im. Króla Jana III Sobieskiego w Krakowie. To tam młody Jacek Dubiel stawiał pierwsze kroki w kole aktorskim, nie przypuszczając, że te doświadczenia splotą jego losy z największymi postaciami polskiej kultury.

Profesor z sentymentem wspomina czasy, gdy premiery teatralne odbywały się co tydzień, a on sam był stałym bywalcem Teatru Słowackiego i Starego Teatru. Zafascynowany „Biesami” w reżyserii Andrzeja Wajdy ze znakomitą rolą Jana Nowickiego i muzyką Zygmunta Koniecznego.

W tym czasie narodziła się jedna z jego najważniejszych więzi, z Jerzym Trelą, legendarnym Konradem w „Dziadach” i „Wyzwoleniu” w reżyserii Konrada Swinarskiego. Profesor opisuje go jako człowieka niezwykłej skromności. Ich relacja była głęboka i trwała aż do ostatnich dni aktora. Profesor wspomina okres choroby Treli, kiedy odwiedzał aktora w szpitalu. – Wiesz, Jurek, ja przychodzę do ciebie jak listonosz… Bo „cóż jest nasze życie warte, jeśli drugiej osobie nie przynosimy nadziei?” – mówił do Jerzego Treli, cytując Marka Hłaskę. Aktor odpowiedział z właściwą sobie wrażliwością: – Dzisiaj jesteś listonoszem z nadziejami.

Fot. Prof. Jacek Dubiel z aktorem i przyjacielem, Jerzym Trelą/ Archiwum Prywatne

Wspomina również znajomość z Jerzym Bińczyckim, wybitnym aktorem znanym między innymi z filmów „Znachor” i „Noce i dnie”. Aktor trafił do profesora z wysokim ciśnieniem. Gdy po lekach ciśnienie spadło do normy, Bińczycki wrócił do profesora z nietypową skargą: – Odstawiłem leki, bo jak mam niskie ciśnienie… to ja tej emocji nie czuję w sobie! Co ja pocznę w aktorstwie bez wyrażenia emocji?

Artystyczna potrzeba przeżywania silnych emocji skończyła się dla aktora tragicznie – udarem.

Przyjaźnie muzyczne

Przyjaźnie profesora wykraczały poza teatr, sięgając świata muzyki. W 1961 roku poznał Krzysztofa Pendereckiego. Profesor z wielkim szacunkiem wypowiada się o małżeństwie Pendereckich, podkreślając rolę Elżbiety Pendereckiej. Wspomina wspólne chwile w Lusławicach, koło Zakliczyna, w dworku państwa Pendereckich. – Muzyka splatała się z naturą i przyjaźnią, tworząc przestrzeń, w której czuliśmy się częścią czegoś wyjątkowego – mówi profesor Dubiel.

Znał również Ewę Demarczyk, ikonę polskiej piosenki. – W moim odczuciu Ewa nie miała szczęścia do prawdziwej i romantycznej miłości. To była wielka, skomplikowana i niełatwa osobowość – wspomina ze smutkiem. Artystka często dzwoniła do profesora, szukając oparcia. Jacek Dubiel ze współczuciem opowiada o jej wycofaniu się ze świata. – Zamknęła się przed światem, gdzieś pod Wieliczką, razem ze swoim partnerem, Pawłem. Chyba zaczęła tracić głos, który za bardzo eksponowała. Wymagała za dużo od siebie – mówi profesor. Gdy jej partner otarł się o śmierć w wyniku zatrzymania krążenia, to właśnie do profesora Dubiela Demarczyk skierowała błagalne „Ratuj! Jak on umrze, to ja też umrę”. Dzięki interwencji profesora i jego zespołu, partner artystki wrócił do zdrowia, co Ewa Demarczyk celebrowała telefonami w każdą rocznicę jego wyjścia ze szpitala. – W końcu Ewa znalazła swoją miłość – śmieje się profesor.

Przyjaźń ze Zbigniewem Preisnerem to dla Jacka Dubiela dowód na to, jak wielkie serce potrafią mieć artyści. Wspomina walkę o życie Krzysztofa Kieślowskiego, wielkiego reżysera. Był on wyjątkowo trudnym pacjentem, gdyż nie mógł pozbyć się swoich nawyków: dwóch paczek papierosów Carmen dziennie i porannej jajecznicy z dwunastu jajek. Zmianę trybu życia sugerował Kieślowskiemu profesor Antoni Dziatkowiak, wybitny polski kardiochirurg, pionier transplantologii serca. – Zbyszek Preisner zadzwonił do mnie w sprawie Kieślowskiego: „Ile kosztuje przeszczep serca? Milion dolarów? Już daję!” – wspomina Jacek Dubiel. Podobną pomoc zaoferował Preisner, gdy umierał Piotr Skrzynecki, legendarny twórca Piwnicy Pod Baranami. Kompozytor powoływał się na kontakty w Paryżu, chciał finansować leczenie. – To jest właśnie cały Zbyszek. Człowiek o wielkim sercu – podkreśla prof. Dubiel. Po śmierci Skrzyneckiego Zbigniew Preisner ufundował  ławeczkę. Do Piotra Skrzyneckiego można się przysiąść przed drink barem Vis à Vis na krakowskim Rynku.

Profesor ma też słabość do innej ławeczki – upamiętniającej w Busku jego pacjenta i przyjaciela Leopolda Kozłowskiego, ostatniego klezmera Galicji. Spaceruje do niej, gdy odwiedza wraz z żoną buskie sanatorium.

Ukochany Kraków

Profesor miał kiedyś propozycję przeprowadzenia się do Zabrza, pobytu w Brukseli, ale zawsze wolał Kraków. Tu ma swoją ulubioną kawiarnię przy ulicy św. Tomasza, premiery w Teatrze Juliusza Słowackiego. Wspomina z rozrzewnieniem czasy, kiedy miasto nie było zalane tłumami turystów jak obecnie. – Mimo to Kraków pozostał sobą, zachował swój klimat – podkreśla prof. Dubiel.

Profesor pojawia się na meczach Cracovii, ale jego serce nie krwawi, gdy popularne „Pasy” przegrywają. Z sentymentem wspomina innych krakowski klub, Garbarnię. – Same chłopaki z Podgórza. A co się działo na trybunach! Teraz w niektórych polskich drużynach gra tylko dwóch Polaków, nie ma wychowanków. To zabija piękno sportu – mówi z żalem profesor.

Wspomina inny sportowy akcent i znajomość z Włodzimierzem Lubańskim. Jacek Dubiel, jako młody lekarz, pomagał wykluczyć wadę serca u Lubańskiego, u którego stwierdzono szumy serca. Diagnoza zespołu kardiologów pozwoliła legendarnemu piłkarzowi na kontynuowanie kariery. Potem państwo Dubielowie spotkali się z Lubańskim w belgijskim Lokeren, gdzie zaprosił ich na mecz swojej drużyny.

Próba rodzinna

Fundamentem wszystkich działań profesora jest etyka, której uczył go chirurg i etyk docent Krzysztof Szczygieł, który w wieku 63 lat wstąpił do seminarium duchownego. Swoim uczniom wpajał zasadę „próby rodzinnej”: „Jak przystępujesz do leczenia, to przeżyj próbę rodzinną… Traktuj pacjenta tak, jakby był twoją rodziną”.

Rodzina jest dla profesora Dubiela bardzo ważna. Żona profesora, Jolanta Dubiel, jest znaną okulistką, tworzyła oddział okulistyczny w Szpitalu Specjalistycznym im. Ludwika Rydygiera w Krakowie i przez wiele lat była tu ordynatorem. W jednym z wywiadów profesor Dubiel zażartował, że lekarkę okulistkę i kardiologa połączyła mickiewiczowska Romantyczność: „Miej serce i patrzaj w serce”. Córka państwa Dubielów – Dominika Dudek – kontynuuje rodzinną tradycję jest profesorem psychiatrii i prezesem, Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.

Wielką radość sprawiają profesorowi wnuczki. Jedna jest lekarzem z tytułem doktora nauk medycznych, a młodsza rozwija swój talent na studiach architektury w Londynie.

„Tylko życie poświęcone innym zasługuje na przeżycie” – powtarza za Albertem Einsteinem profesor Dubiel, podsumowując swoją 60-letnią karierę zawodową. Wierzy, że w medycynie najważniejsza jest obecność i skupienie na drugim człowieku. Zawsze powtarza swoim uczniom, że nic nie kosztuje przejście przez oddział o godzinie 14.00, aby powiedzieć pacjentom „do widzenia”, dla chorych zaś może to być fundament poczucia bezpieczeństwa.

Piotr Burda

Foto tytułowe: Adam Walanus.

 

Informujemy, iż w celu optymalizacji treści dostępnych w naszym serwisie oraz dostosowania ich do Państwa indywidualnych potrzeb, korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookie na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookie użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień. Klikając „Akceptuję wszystkie”, zgadzasz się na przechowywanie plików cookie na swoim urządzeniu. Więcej w naszej polityce prywatności.