Navicula massalskiana

Edmund Massalski ma swoją ulicę na kieleckich Ślichowicach. Niedawno imieniem jego syna, profesora Andrzeja Massalskiego nazwano jedną okrzemek odkrytych na Antarktydzie.

W grudniu ubiegłego roku w środowisku naukowym pojawiła się informacja o odkryciu nowego rodzaju okrzemki. Na świecie jest około 100 tysięcy gatunków tych jednokomórkowych glonów. Nazwę dla okrzemki nadają odkrywcy. W tym przypadku to grupa  naukowców: prof. dr hab. Maria Olech z Uniwersytetu Jagiellońskiego, dr Natalia Kochman – Kędziora z Uniwersytetu Rzeszowskiego i Bart Van de Vijver z uniwersytetu w Antwerpii. Ta trójka prowadziła badania próbek pobranych na Wyspie Króla Jerzego w Szetlandach Południowych. W regionie Zatoki Admiralicji pojawił się nieznany takson Navicula – gatunek występujący w jednym ze stanowisk kwaśnych gleb powstałych pod wpływem odchodów pingwinów. Nie można było go przyporządkować do dotychczas poznanych gatunków.  Tak powstał nowy takson o specyficznych cechach morfologicznych. Nazwany został Navicula massalskiana.

Dlaczego massalskiana? Do Andrzeja Massalskiego, emerytowanego pracownika Instytutu Biologii UJK zadzwoniła profesor Maria Olech,  z którą profesor współpracował przez wiele lat. Badał w Kielcach próbki, które przesyłała mu serdeczna współpracowniczka z Krakowa, uczestniczka wielu, wspólnych wypraw naukowych. Profesor Maria Olech na Antarktydzie pobierała  próbki z terenów odsłoniętych przez cofające się lodowce. To od niej profesor Massalski dowiedział się, że wyhodowano nową okrzemkę. Pojawiła się kwestia nazwy, padła propozycja nazwy „massalskiana”.  - Byłem bardzo wzruszony, że to mnie przypisano tę nazwę, bo przecież nie pracowałem przy tym. Co więcej, ja nigdy nie byłem na Antarktydzie – mówi prof. dr hab. Andrzej Massalski.

Antarktyda jest jednym z niewielu miejsc w których nie było profesora Andrzeja Massalskiego. Blisko 30 lat swojego życia spędził poza granicami naszego kraju. Jego zagraniczna przygoda zaczęła się w brytyjskim Uniwersytecie w Leeds, gdzie pierwszy raz zobaczył glon przez mikroskop elektronowy. Wtedy w Polsce było to niemożliwe. – Zrobiło to na mnie takie wrażenie, że nie chciałem już wracać. Nie tylko dlatego, że nie było u nas takich możliwości badań. Mnie zawsze fascynowała nauka, jestem algologiem, specjalistą od glonów - podkreśla prof. Massalski.

Los rzucał go w różne miejsca, spędził kilka lat w Szwajcarii, trzy lata na sztokholskim uniwersytecie, pracował w Kanadzie.  Wszędzie badał glony. W końcu trafił do Nairobi, w Kenii spędził rok. - Przebywałem 60 kilometrów od równika, w upalnym klimacie – mówi.  

W swojej karierze naukowej miał okazję współpracować z wybitnymi naukowcami, laureatami Nagrody Nobla. Jednym z nich był Ernest Ruska, szef Instytutu Maxa Plancka w Berlinie. Z kolejnym noblistą Wernerem Arberem pracował w Szwajcarii. Podczas pobytu amerykańskim Buffallo spotkał kolejnego noblistę Herberta Hauptmanna.

Pasją prof. Andrzej Massalskiego jest fotografia, którą zaraził go tato, Edmund Massalski. Prof. Andrzej Massalski jest jednym z niewielu Polaków, którego zdjęcie ukazało się na okładce prestiżowego magazynu Nature. Zdjęcie było ilustracją do artykułu o badaniach nad przenikaniem przez błony komórkowe różnych substancji.

Z naszą uczelnią profesor związany był przez 22 lata, od 1991 do 2013 roku. To był też czas, kiedy jej rektorem był brat stryjeczny, prof. dr hab. Adam Massalski. Obecnie profesor Andrzej Massalski spędza czas na emeryturze w swoim mieszkaniu na kieleckim Bocianku. 

Piotr Burda

W tekście wykorzystałem fragmenty wywiadu Ewy Ziółkowskiej z prof. Andrzejem Massalskim „Glony, podróże i magia” (Magazyn Słowa Ludu, 25 czerwca 2004 roku)

 

Ostatnia aktualizacja: Piotr Burda, 2021-02-24 08:39

Nasz profil na Facebook
Tweeter
YouTube

Radio Fraszka